MARZEC – KWIECIEŃ
    Przerwa ze względu na  prace naszych robotników w  diecezjalnym domu rekolekcyjno – wypoczynkowym im. Jana Pawła II w Listwiance nad Bajkałem. Prace przygotowawcze miały miejsce u nas (wykonanie metalowo –drewnianych huśtawek, ławeczek i innych atrakcji na plac zabaw dla dzieci).
MAJ
    Robotnicy kontynuowali prace w domu rekolekcyjnym w Listwiance ( remonty wewnątrz budynku – głównie metalowe schody), a my skupiłyśmy się na pracach ogrodowych.  Po wcześniejszym nawiezieniu ziemi,  posadziłyśmy na dwóch poletkach ziemniaki, zagospodarowałyśmy warzywniak, a w części parkowej dosadziłyśmy drzewek iglastych wzdłuż muru, aby w przyszłości stanowiły naturalny mur – żywopłot, zasłaniający nas od strony ulicy.
CZERWIEC
    Wreszcie oczekiwane prace nad montażem wejść do kaplicy i klasztoru.  Po  wcześniejszym zakupie materiałów ( głównie metal na konstrukcje, a także panele z masy plastycznej na cokół budynku), przystąpiono do konkretów.  Rozpoczęto od wejścia ogrodowego. Parter jest dość wysoki, stąd trzeba było zespawać sporo schodów, zjazd z drugiej strony, konstrukcje na zadaszenie całości oraz ganek. Robotnicy w upale spawali całe dnie, ale uporali się z konstrukcją. Jak dotychczas lato jest prawie bezdeszczowe, stąd można spawać na podwórku i nie przerywać prac.

ROK 2011

STYCZEŃ
      Po Nowym Roku, którego świętowanie trwa w Rosji do ok 10 stycznia, kontynuowałyśmy drobne przeróbki wewnątrz klasztoru. W kaplicy wykończono sufity, wmontowano oświetlenia punktowe, które w przyszłości  będą oświetlać Ikony, Tabernakulum oraz Ołtarz. Poza tym polożno podłogę parkietową. W pomieszczeniach mieszkalnych klasztoru podłogi wykonane są z paneli,  o czym już wcześniej pisałyśmy.  W chórze zakonnym zdecydowałyśmy się jednak na podłogę parkietową (mimo, że jest droższa), gdyż jest zdrowsza i cieplejsza. Przy naszych częstych i długich modlitwach w ciągu dnia rodzaj podłogi jest niezmiernie ważny (szczególnie dla naszych kolan). Zamówiłyśmy również kraty do drzwiczek w drzwiach kołowych, zakrystyjnych i do jadalni gościnnej. Korzystając z możliwości pomocy komputerowej opracowałyśmy i wydałyśmy folderek po rosyjsku oraz rozprowadziłyśmy go po parafiach naszej diecezji.
LUTY
    Oddzieliłyśmy piwnicę od reszty klasztoru ścianką działową, która nie tylko wycisza, ale i chroni od przeciągów. Pozostałą część miesiąca miałyśmy przerwę, gdyż nasz pracownik pomagał w remontach w oddalonym o ok.600 km od nas Bracku.

PAŹDZIERNIK - LISTOPAD

Choć czuje się już nadchodzącą zimę i zaczynające się przymrozki, pracownicy z Tadżykistanu poubierani w ciepłe kurtki wciąż jeszcze pracują. Wiza kończy im się niebawem i chcą przed wyjazdem zdążyć jak najwięcej. Nasz „kanał odpływowy” (wykopany rów, gdzie ma się wiosną zbierać woda spływająca z nierówności terenu, a dalej płynąca poza murem przez wykopany przez nas kanał wzdłuż muru) wypiękniał i nikt by nie pomyślał, że to zwykły odpływ. Wyłożony kamieniami sprawia wrażenie ozdobnego oczka z małą rzeczką. W przyszłości chcemy tam zrobić skalniak, a także zdobyć duże figury Matki Bożej i Św. Józefa i umieścić w tym urokliwym miejscu. Ale to na razie plany i marzenia.

Tymczasem w październiku żegnamy naszych dzielnych muzułmańskich robotników, którzy po długich miesiącach zarabiania na utrzymanie swych licznych rodzin, wracają do stęsknionych żon i dzieci.W listopadzie pozostaje z nami nasz Andriej (stały pracownik), który wraz z synem kończy długotrwałe spawanie siatek na odpływowe kanaliki na placu klasztornym.

Jak już pisałyśmy, mamy przed domem własna studnię głębinową. Robione analizy wykazały, że jest ona zdatna do picia. Doprowadziłyśmy ją więc do domu, by nie korzystać z wody miejskiej i w ten sposób zaoszczędzić na opłatach. Eksperyment chyba jednak nie powiódł się, gdyż ciśnienie wody jest dużo słabsze, a i ma w sobie sporo kamienia. Pewnie pozostaniemy przy wariancie korzystania z naszej studni dla celów ogrodowych.

GRUDZIEŃ

Praktycznie cały grudzień aż do połowy stycznia, to dla nas czas wytchnienia od budowy. Nasz stały pracownik wyjechał w swe rodzinne strony, w okolice Uralu. My natomiast korzystamy z tego czasu ciszy i świątecznej atmosfery. Rzeczywiście Święta miałyśmy spokojne i bardzo rodzinne. Wigilię spędziłyśmy z naszymi ojcami karmelitami, a Pasterkę Bożonarodzeniową miałyśmy o 22.00, żeby odprawiający u nas ojciec mógł zdążyć do parafii, gdzie Pasterka była o północy. W okresie świątecznym zaglądali do nas również inni kapłani i siostry zakonne, a także świeccy z życzeniami i kolędą.

Nowy Rok natomiast przywitałyśmy nocnym czuwaniem przed Najświętszym Sakramentem i Mszą Świętą o północy. Były to chwile wielkiego dziękczynienia za łaski otrzymane w ubiegłym roku i zawierzenia Miłosiernemu Ojcu Niebieskiemu nas, naszych rodzin, naszych wspólnot zakonnych, wszystkich naszych bliskich, dobroczyńców i przyjaciół, a szczególnie tych, którzy tej Bożej pomocy najbardziej potrzebują.

Sierpień

Fachowcy z Tadżykistanu dość sprawnie "uwinęli" się z wybudowaniem muru i w połowie sierpnia część oddzielająca klasztor od ulicy została ukończona. Trzeba jeszcze wybudować mur oddzielający część klauzurową od tzw. furty, ale to w późniejszym czasie. Sporo jeszcze przed nami prac ziemnych. cieszymy się jednak tym, co już dzięki Bożej i ludzkiej pomocy zostało zrobione. Dzięki wykonanej w większości trasy z płytek wokół ogodu, można spokojnie spacerować odmawiając różaniec, albo dla treningu nóg (które często pobolewają do długiego klęczenia) jeździć na rowerze.

Wrzesień

Przywieziono nam i częściowo zamontowano dwie nowe bramy ( tę, która będzie oddzielać teren gościnny od ulicy i tę,która będzie odzielać część klauzurową).

Wejść do klasztoru i kaplicy nie uda nam się przzed zimą w pełni wykonać, ale robotnicy wymurowali same schody do kaplicy, by nie czekać z tym już do wiosny następnego roku. My natomiast większość wrześniowych dni spędzamy na zbieraniu ogrodowych plonów i robieniu przetworów. Miałyśmy nawet swoje małe wykopki i wyhodowane przez nas ziemniaki trafiły wraz z innymi zbiorami do piwnicy, by wzmacniać nas i pożywiać zimą.

A wrzesień w tym roku urzekający. Ciepłe, słoneczne dni. Drzewa i krzewy kolorowo błyszczą się w słońcu. Jednym słowem złota (choć nie polska) jesień.

CZERWIEC

Dalszy ciąg kuchennych zmagań. Tym razem zdzieranie podług, przekuwanie okienek doświetlających do zmywalni, przerobienie dawnej łazienki na zmywalnię, przekuwanie okienka do refektarza (czyli naszej zakonnej jadalni). Po wyrównaniu ścian i założeniu nowej instalacji elektrycznej (stara, jeszcze po dawnych właścicielach nie nadawała się już do użytkowania), rozpoczęto wykładanie ścian płytkami.

Do rozmównicy zaś przywieziono nam i zamontowano kratę. Tym razem odpowiadała naszym zaleceniom i zamówiłyśmy podobną kratę do kaplicy.

W Polsce trudno to sobie wyobrazić i my też nie uwierzyłybyśmy, gdybyśmy nie były świadkami, że w drugiej połowie czerwca jeszcze nie odmarzła ziemia na głębokości metra. W zeszłym roku zbudowałyśmy studnię głębinową, wraz z kranikami mającymi za zadanie podlewanie ogrodu. Niestety z powodu wyjątkowo długiej i mroźnej zimy woda zamarzła tak skutecznie, że jeszcze w czerwcu, pomimo trwających już upałów, studnia była nieczynna. Trzeba było „obkopać” studnię, obmurować i dodatkowo ocieplić. Ale w każdej sytuacji są też plusy. Używana woda okazała się dobra i obfita, dlatego doprowadziłyśmy ją do domu, co w przyszłości pozwoli nam (mamy taką nadzieję) zmniejszyć opłaty związane z używaniem wody miejskiej.

LIPIEC

Jednocześnie, dzięki ciepłym dniom, rozpoczęłyśmy prace wokół budynku. A jest ich bardzo dużo. Pierwszym krokiem było uzyskanie pozwolenia od władz miasta na przesunięcie muru. Po wybudowaniu nowej części klasztoru, która jest wysunięta w kierunku drogi, zwróciłyśmy się do administracji miejskiej, z prośbą o pozwolenie na wysunięcie również muru, by uzyskać odpowiednią przestrzeń na plac przed klasztorem. Pozwolenie otrzymałyśmy i robotnicy zajęli się budową fundamentu pod mur. Następnie na nowo ściągnięto betonowe płyty na placu przed budynkiem ( na czas budowy były położone tymczasowo, by mogły po nich jeździć dźwigi, koparki itp.) wyrównano teren, wysypano grysem, zrobiono drenaże i pod skosem ( by woda deszczowa odpływała od domu) wyłożono je jeszcze raz. Następnie położono odpowiednią warstwę piasku i część placu wyłożono kostką brukową. A nasi ministranci pomagają dzielnie w ogrodzie. Ogród, to na razie szumna nazwa. Jest to wyrównany (w miarę) trawnik, na którym posadziłyśmy drzewka (częściowo w zeszłym, a częściowo w tym roku). Ministranci koszą trawę, a wokół muru robotnicy przygotowują ścieżki. Polega to na tym, że równają pas przy murze, wysypują piaskiem, robią wylewkę pod krawężniki i wykładają płytkami. W przyszłości pragniemy, by tędy szła nasza droga krzyżowa. A nasz warzywniak w tym roku kwitnie i zielenieje. Dwie cieplarnie obfitujące w ogórki i pomidory, grządki z marchewką, buraczkami, wszelaką zieleniną, i ślicznymi kwiatami, to skrawek „raju” obok betonowych płyt. Cieszymy się, że tak ładnie nasz warzywnik obrodził. Tu na Syberii, okres wegetacyjny jest bardzo krótki i korzystamy z tych naturalnych witamin, na które znów nam przyjdzie czekać cała długą zimę.

Mądrość Świętych

„Im bliżej ktoś jet Boga, tym więcej kocha ludzi.”
Bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej

Multimedia

Z galerii