LIPIEC

Elektrycy montują gniazdka i wyłączniki, które wcześniej zakupiłyśmy. Kabel, doprowadzający prąd z transformatora do nowego budynku ze względu na to, że zakładaliśmy go zimą, nie został wtedy zakopany w ziemi (była zamarznięta). Dlatego dopiero teraz wykopano rów i zakopano w nim kabel otoczony grubą izolacją.

Tynkarze zaś pracują na parterze i częściowo już w piwnicy. Pod koniec miesiąca część z nich kończyła tynkowanie, a część już rozpoczęła pokrywanie tynków gładzią. Cieszymy się, że dość szybko im idzie, a przede wszystkim, że wykonują swą pracę dokładnie i solidnie. Niestety nie można tego powiedzieć o usolskich murarzach, których wciąż trzeba sprawdzać i poprawiać. Doświadczenie budowania ścianek werandy (w tym miesiącu zaczęli murować) nauczyło nas, że nie zawsze „taniej” oznacza rzeczywiście taniej. Murarze usolscy podali nam dużo niższą cenę za robociznę, niż firma z Bracka i chcąc zaoszczędzić przyjęłyśmy ich do pracy. Twierdzili przy tym, że są dobrymi specjalistami. Niestety, w praktyce okazało się inaczej. Pracowali bardzo wolno,nieumiejętnie i w końcu trzeba ich było zwolnić, a zatrudnić innych. W efekcie koszty okazały się większe i trwało to o wiele dłużej, niż przewidywałyśmy.

Wakacje ze względu na remonty były w tym roku dość męczące. Oprócz opisanych wcześniej trudów związanych z werandą miałyśmy jeszcze „przygody” z oknami. Już dawno planowałyśmy wymianę okien w domu, w którym obecnie mieszkamy. Zamówiłyśmy je w tej samej firmie, ktora wstawiała nam okna w nowym budynku. Wszystko szło sprawnie do momentu, gdy przywieżli wykonane na zamówienie okna i przy montażu okazalo się, że nie były dokładnie wymierzone i są nieco mniejsze, niż być powinny. Nie przyjęłyśmy przywiezionych okien. Firma jednak nie dawała za wygraną, twierdząc, że to nie ich wina, że otwory okienne są stare, tynk odpada i trudno dokładnie wymierzyć. Pertraktacje trwały długo i umęczyły jedną i drugą stronę. Przyjeżdzali kilka razy, proponowali domurówki i inne rozwiązania, aż w końcu zrobili nowe okna, tak jak tego wymagałyśmy. Cała ta historia trwała okolo dwóch miesięcy, ale z ostatecznego wykonania jesteśmy bardzo zadowolone.

Tadżycy kończyli tynkowanie piwnic i kontynuowali rozpoczętą już szpachelkę. Dni coraz dłuższe, więc pracowali więcej, chcąc maksymalnie wykorzystać czas pobytu w Rosji. Przyjechali do pracy mając roczną wizę, a czekała na nich jeszcze inna budowa.

SIERPIEN

Długie, gorące dni sprzyjają pracom na zewnątrz, których nigdy nie brakuje. Zakładanie dachu na werandzie, segregowanie materiałów budowlanych i sprzątanie podwórka, to niektóre z nich. Muzułmanom zaś sierpień upływa na szpachlowaniu piętra i częściowo parteru.

Rozpoczęto także tworzenie tak zwanej: „отмостки”. Polega to na wylewaniu betonem pochyłej płyty wokół całego klasztoru, o szerokości 2 m. Ma ona zabezpieczyć odpływ wody deszczowej.

Jeszcze jedną ważną sprawą rozpoczętą w sierpniu była kwestia ogrodzenia..Wybudowany klasztor jest nieco wysunięty w kierunku drogi. Trzeba więc przesunąć mur i wejście. Zanim jednak zostanie ukończona elewacja, wykonane wejścia i schody do kaplicy i klasztoru oraz zaprojektowany plac przed nim nie będziemy budować jeszcze ostatecznego muru. Żeby więc teren został bezpiecznie otoczony i zamknięty robotnicy wykonali wysoki drewniany płot i wmontowali w niego solidną bramę wejściową. Płot jest na razie tymczasowy, a na stały mur (tzn. na przesunięcie go w kierunku drogi) potrzebne nam będzie pozwolenie władz.

WRZESIEŃ - PEŹDZIERNIK

We wrześniu głównie kontynuowano prace z poprzedniego miesiąca.. Poza tym wielki dźwig zdejmował ciężkie betonowe płyty położone wcześniej wokół klasztoru i układał je jeszzcze raz, tak, by przylegały do wylanej „отмостки”.

W paźdzzierniku rozpoczęly się prace przygotowawcze do wylewania posadzek pod podłogi. Potrzeba było zakupić i przywieźć bardzo dużo cementu i piasku i wnieść na poszczególne kondygnacje. Nasi sprytni robotnicy skonstruowali coś w rodzaju dźwigu, który mechanicznie wciągał na kolejne piętra wiadra z piaskiem.
    Również w październiku przyjechał fachowiec z Bracka, by wykładać specjalną cegłą klinkierową  od zewnątrz piwniczną część klasztoru. Jest to bardzo długa praca i wymaga precyzji, gdyż cegła jest drobna i typowo ozdobna. Już zaczynają się przymrozki, co utrudnia pracę na zewnątrz, ale nasz pracownik dzielnie sobie radzi.


LISTOPAD – GRUDZIEŃ

    Po przygotowaniu materiałów „ruszyło” wylewanie betonowych posadzek. Listopad upłynął na wylewaniu ich na poddaszu. Stropy budowane są z gotowych betonowych płyt, kóre montowano przy użyciu wielkiego dźwigu. Nie było jednak możliwe położenie ich idealnie równo i na złączach są drobne różnice. Przy wylewaniu posadzek ma to bardzo duże znaczenie, gdyż trzeba te nierówności uzupełnić betonem. Dorywczo pomagali robotnicy w Uzbekistanu, ktorzy skończyli prace u sąsiada i chcieli sobie jeszcze troche zarobić przed powrotem do kraju.
Ponieważ nie było jeszcze tak mroźno, spychacz równał nieco teren w ogrodzie. Miałyśmy z tym sporo kłopotów, gdyż pierwszy spychacz, ktory przyjechał nieustannie się psuł i po kilku dniach trzeba było wynająć inny. Tymczasem nasi stali fachowcy wykańczali ścianki wokół okien, tzw. откосы
 W grudniu wylewano posadzki na piętrze. A my zakupiłyśmy część płytek ceramicznych  na podłogi w korytarzach oraz kafelkowych do łazienek, pralni i tego typu pomieszczeń. Na czas świąteczny przerwano wszelkie prace, a my cieszyłyśmy się chwilami oddechu.




Mądrość Świętych

„Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna, chrześcijanin jest człowiekiem nadziei.”
Św. Jan Paweł II

Multimedia

Z galerii