Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy Karmelu na Syberii,

O Syberii powiadają, że zima trwa tutaj tylko dziewięć miesięcy, a potem jest lato, lato, lato... Jesteśmy więc w samym środku bardzo upalnego syberyjskiego lata – wczoraj temperatura wskazywała późnym wieczorem, w cieniu (o godzinie 23 jest jeszcze jasno)- 320C. Charakterystyczne dla kontynentalnego klimatu Syberii cyfry to 400C mrozu w zimie i 40-stopniowy upal w lecie. Lato jest jednak rzeczywiście krótkie. Tak powszednie dla nas owoce, jak jabłka, gruszki, śliwki nie mieszczą się w nim ze swym okresem wegetacyjnym i nie dojrzewają. Rosną tu jedynie malutkie jabłuszka, przypominające nasze rajskie, lecz są gorzkawe i jadalne jedynie w kompocie, gotowane w całości. Sklepy są jednak dobrze zaopatrzone w owoce, dostarczane z pobliskich Chin, Tadżykistanu i innych krajów azjatyckich. Syberia obfituje natomiast w jagody, i te na działkach, i w tajdze. W ubiegłym roku na małym skrawku ogrodu przy domu miałyśmy zatrzęsienie malin, a w tym roku dobrze obrodziły truskawki. Warzywa radzą tu sobie nieźle, jedynie pietruszka „idzie” cała w natkę, nie dając korzenia, i w zimie nasze zupy bardzo na tym tracą.

W połowie czerwca, korzystając z obecności hydraulików w domu (wymieniłyśmy całe centralne ogrzewanie, które tej zimy bardzo dało się nam we znaki) poprosiłyśmy o uruchomienie studzienki głębinowej w pobliżu domu, by podlewać ogródek. Dima poprosił o sznurek z ciężarkiem i zanurzył go w rurze, wkopanej w ziemię. Mokry sznurek wskazywał głębokość jednego metra. Po chwili wziął długą żerdź, lecz natrafił na coś twardego. Parę razy postukał, posłuchał i powiedział, że jest tam chyba jakiś metal, lecz Sasza, jego brat uśmiechnął się na to, wziął żerdź, kilka razy wbił ją z rozmachem, szybko uskakując w bok. Z rury trysnął strumień wody wraz z kawałkami lodu. Od razu uprzytomniliśmy sobie, że następną próbę uruchomienia studzienki można będzie podjąć dopiero za miesiąc, gdy ziemia rozmarznie głębiej.

Kontynuując bieżące remonty w domu: wymiana okien i urządzeń sanitarnych, ustawianie kolejnych gipsościanek i zdzieranie bardzo kolorowych tapet z bogatą ornamentyką roślinną, by zastąpić je zwykłym, bielonym wapnem tynkiem, - całą uwagę poświęcamy budowie muru klauzurowego, który jest dla nas nie mniej ważny, niż dom. W jesieni ubiegłego roku, jak już pisałyśmy, musiałyśmy przerwać budowę z kilku równie ważnych powodów: nastanie przedwczesnych mrozów, brak wiz i najbardziej przykrego dla nas powodu, jakim był konflikt na naszym terenie dwóch firm, zmierzający do wymuszenia na nas, przez zastraszenie, zerwania umowy z firmą z Irkucka i zatrudnienia firmy usolskiej. Zimowa przerwa ostudziła zapał narzucających się nam „budowniczych” i pozwoliła rozejrzeć się za brygadą bez powiązań mafijnych. Zaprzyjaźniłyśmy się z naszymi nowymi pracownikami od razu – widząc pełen szacunku i troski stosunek do nich (żywimy ich i poimy –upał!- w czasie pracy) odwzajemniają się nam rzetelną pracą i oddaniem. Prowadząc budowę, zdajemy sobie sprawę z tego, że chodzi przede wszystkim o rzecz najważniejszą – budowanie Królestwa Bożego w sercach ludzkich. Serca Sybirakow są otwarte na jego przyjęcie, kryjąc w sobie wiele zwykłej ludzkiej dobroci. Rozmawiam czasem z naszymi robotnikami, chętnie o sobie opowiadają. Na budowie zatrudnieni są m.in. kierownik budowy i jego syn. Kiedyś dowiedziałam się, że syn dźwignął zbyt wielki ciężar, źle się czuje i poprosił o dzień zwolnienia. Gdy w rozmowie z ojcem współczułam jego nieroztropności, usłyszałam: Nic strasznego, przejdzie mu. To dlatego, że chciał mnie oszczędzić. Ja też taki byłem. Moja mama była niewysoka, drobna i bardzo pracowita. Chodziliśmy z nią na sianokosy. Nieśliśmy wtedy ze sobą kosy, jedzenie, picie i coś tam jeszcze – było co dźwigać. Kawałek drogi szło się pod górę. Gdy już dobrze urosłem, często chwytałem mamę pod górą na ręce i niosłem, mówiąc: ty nosiłaś mnie, a teraz ja ciebie. Mama protestowała i rozglądała się speszona, czy ktoś nie patrzy, a na górze gładziła mnie po plecach, pytając, czy nie bolą i nakazując, żebym tego więcej nie robił. Mój rozmówca opowiadał, a ja patrząc na jego prostą, szczerą, otwartą twarz i na wytarty aluminiowy krzyżyk, zawieszony na nitce na jego piersi, dziękowałam Bogu za niego i za wielu takich jak on, dzięki którym określenie Święta Ruś ma głęboki, aktualny sens.

Połowa muru jest już gotowa, do końca sierpnia planowane jest ukończenie budowy. W jesieni może uda się przeprowadzić prace, zmierzające do wyrównania terenu i usunięcia ze środka ogrodu pozostawionego przez dawnych gospodarzy fundamentu jakiejś nieukończonej konstrukcji. Okres zimowy przeznaczymy na projektowanie przyszłego klasztoru.

Sióstr z Polski jest aktualnie cztery, trzy pragną pozostać już tu na stałe. Zgłosiło się też kilka innych i przyjadą, jak tylko będą mogły. A tymczasem przyjęłyśmy trzy miejscowe kandydatki do Karmelu: Anię – Rosjankę i dwie Julie – Koreankę i Litwinkę. Brewiarz odmawiamy z nimi oczywiście po rosyjsku. Przyjrzą się naszemu życiu, i zanim przygotujemy tu warunki konieczne dla Karmelu, pewien krótki okres formacji wstępnej odbędą w naszych klasztorach w Polsce.

Do parafialnej kaplicy w Usolu ktoś ofiarował duży olejny obraz Pana Jezusa Miłosiernego, lecz na kilka miesięcy utknął w Moskwie, ponieważ z powodu znacznych rozmiarów nie było chętnych do podróżowania z nim w samolocie. Jedna z pracujących w Usolu sióstr albertynek postanowiła jednak przywieźć obraz i odbierając go z miejsca przechowania, westchnęła: Panie Jezu, Ty wiesz, że nie będzie to łatwe, dlatego sam zatroszcz się o miejsce dla Siebie... Gdy wsiadała do samolotu, nie tylko nie napotkała na żaden sprzeciw, lecz stewardessa od razu uspokoiła ją, że miejsce dla Pana Jezusa w samolocie się znajdzie, i rzeczywiście, za chwilę ulokowała obraz na wolnym fotelu w klasie biznesu. Jeszcze jeden dowód potęgi zaufania Bogu. I poczucia humoru, które Pan Bóg niewątpliwie posiada w stopniu najwyższym.

Otrzymałyśmy już roczne wizy, lecz po upływie pół roku, jak głoszą przepisy, należy Rosję opuścić i można zaraz następnego dnia wrócić. Gdyby nie siedem tysięcy kilometrów od granicy, byłoby to tylko śmieszne...Lecz jest nadzieja, że jeśli złoży się prośbę o pobyt czasowy, można pozostać i czekać na decyzję.

Na razie tyle, Drodzy nasi Przyjaciele i Dobroczyńcy. Wśród licznych zajęć związanych z budową, i mimo różnych niepokojów pamiętamy o Was nieustannie, wdzięcznym sercem zanosząc dobremu Bogu wszystkie intencje, które nam polecacie. Niech Przeczysta Dziewica, Królowa Karmelu, roztoczy nad Wami i nad Waszymi Rodzinami płaszcz swej szczególnej i niezawodnej opieki. Niech Pan Jezus wynagrodzi obficie swą łaską każdy gest serca i otwartych rąk, na pewno spracowanych i dlatego hojnych.

Serdecznie z upalnej tym razem Syberii pozdrawiamy

siostry karmelitanki bose

Usole Syberyjskie, Uroczystość Matki Bożej z Góry Karmel, 16 lipca 2004 r.

Mądrość Świętych

„Prawdziwa dojrzałość idzie zawsze w parze z prostotą.”
Św. Jan Paweł II

Multimedia

Z galerii