LUTY

Stolarz w swej pracowni przygotowuje pierwszą partię drzwi. My kupiłyśmy drabinkę na strych i zakupiłyśmy potrzebne materiały do wylewania schodów. Konstrukcję metalową robią nasi stali pracownicy, a płytką wyłoża krasnojarscy fachowcy. W tym samym czasie trwa wylewanie cementowych podłóg na parterze i w piwnicy.

MARZEC

Część drzwi zrobionych na drugie piętro została wstawiona. Kolejne są w trakcie obróbki. Prace nad powstawaniem klatki schodowej nadal trwają i choć może szybciej byłoby przez firmę, to jednak nasi zaufani pracownicy robią to dobrze i co bardzo ważne, dużo taniej. Praca jest duża, gdyż wraz z piwnicą nasz nowy klasztor posiada cztery kondygnacje ( piwnica jest dość wysoka i przewidujemy w niej również pracownie, nad nią parter i dwa piętra). Równocześnie na korytarzach pojawiają się już płytki , a niektóre konstrukcje sufitów są uzupełnione płytami sufitowymi. Powoli nowy dom nabiera kształtu i koloru. To wyzwala w nas radość i wdzięczność względem wszystkich, którzy nas wspierają i bez których nie byłoby możliwe powstanie naszego klasztoru. Niech sam Bóg będzie Wam nagrodą, kochani Przyjaciele i Dobroczyńcy. Dziękujemy.

KWIECIEŃ

W kwietniu w zasadzie kontynuowane są prace z marca. Założono także system wentylacyjny. Ściany niektórych pomieszczeń, mających wykończone sufity pomalowano farbą gruntową. Schody zaczęto wykładać płytką. Pracy jeszcze dużo, lecz z każdym dniem posuwa się do przodu.

MAJ

Rozpoczęła się upragniona wiosna i miesiąc ten poświęciłyśmy na prace ogrodowe. Praktycznie cały maj dopisywała pogoda. Nawożono więc ziemię i nawóz na część ogrodu, która ma być małym laskiem. Planujemy tam ścieżkę z droga krzyżową. Po użyźnieniu ziemi posiałyśmy na razie trawę oraz posadziłyśmy drzewka. Nie mamy doświadczenia co do syberyjskich warunków i dopiero czas pokaże, czy drzewka się przyjmą. Na pozostałej części posadziłyśmy tymczasowo ziemniaki, aby wykorzystać ziemię i zaoszczędzić na kupnie. Przed domem natomiast uporządkowałyśmy częściowo materiały budowlane i urządziłyśmy ogród warzywny. W cieplarni rosną już pomidory i ogórki. Nasi stali pracownicy skonstruowali płotek żelazny, ogradzając nim ogródek. Następnie wylali betonowe płytki i wyłożyli z nich ścieżki w ogródku. Kolejnym ważnym przedsięwzięciem było wykopanie studni głebinowej, dzięki której mamy własną wodę do podlewania ogrodu. Wokół muru zostały poprowadzone rury wraz z kranikami i możemy korzystać z wody w różnych zakątkach naszego terenu. To bardzo ułatwia podlewanie posadzonych drzewek, trawy, ziemniaków i warzywniaka. Poza tym, trzeba było wykopać rów i zrobić odwodnienie, gdyż wiosną mamy nieustanny problem z osuszaniem ogrodu (ziemia po roztopach mokra i bagnista)

Na budowie wstawiono kolejną partię drzwi. W niektórych łazienkach założono już wanny, prysznice, umywalki i toalety. Każdego dnia dziękujemy Bogu z wszystko, co udaje nam się wykonać. Na każdym kroku czujemy Jego pomoc i błogosławieństwo.

STYCZEŃ

Po świątecznej przerwie znów ruszyły prace wewnątrz budynku klasztornego. Zakończono posadzki na piętrze i zaczęto już wylewać na parterze. Ponadto przyjechali fachowcy z Krasnojarska, by wykładać płytki kafelkowe w łazienkach, pralni, zmywalni i niektórych pracowniach. Rozpoczęli dość sprawnie. Cieszymy się, gdyż są dobrze zorganizowani, dokładni i solidni. Poprosili również, by mogli uczestniczyć w naszych niedzielnych Mszach Świętych. Są wyznania protestanckiego, ale chętnie przychodzą do naszej kapliczki. Cieszymy się widząc, że są pobożni i rozmodleni. Wcześniej pracowali już u Ojców Klaretynów w Bracku i mieli dość bliski kontakt z katolikami.

Tymczasem nasi stali pracownicy ocieplają i izolują rury kanalizacyjne. Ma to również wyciszyć szum wody przepływającej w rurach. Podłączają też ciepłą i zimną wodę.

Powstają także konstrukcje podwieszanych sufitów. Wiele prac musi teraz iść równocześnie. Jedne siłą rzeczy pociągają za sobą inne.

Kolejną bardzo ważną inwestycją i niezmiernie drogą będą drzwi. Właściciel pracowni stolarskiej, która wykonywała drzwi w domu, w którym obecnie mieszkamy, pobrał już rozmiary drzwi na poddaszu.

LIPIEC

Elektrycy montują gniazdka i wyłączniki, które wcześniej zakupiłyśmy. Kabel, doprowadzający prąd z transformatora do nowego budynku ze względu na to, że zakładaliśmy go zimą, nie został wtedy zakopany w ziemi (była zamarznięta). Dlatego dopiero teraz wykopano rów i zakopano w nim kabel otoczony grubą izolacją.

Tynkarze zaś pracują na parterze i częściowo już w piwnicy. Pod koniec miesiąca część z nich kończyła tynkowanie, a część już rozpoczęła pokrywanie tynków gładzią. Cieszymy się, że dość szybko im idzie, a przede wszystkim, że wykonują swą pracę dokładnie i solidnie. Niestety nie można tego powiedzieć o usolskich murarzach, których wciąż trzeba sprawdzać i poprawiać. Doświadczenie budowania ścianek werandy (w tym miesiącu zaczęli murować) nauczyło nas, że nie zawsze „taniej” oznacza rzeczywiście taniej. Murarze usolscy podali nam dużo niższą cenę za robociznę, niż firma z Bracka i chcąc zaoszczędzić przyjęłyśmy ich do pracy. Twierdzili przy tym, że są dobrymi specjalistami. Niestety, w praktyce okazało się inaczej. Pracowali bardzo wolno,nieumiejętnie i w końcu trzeba ich było zwolnić, a zatrudnić innych. W efekcie koszty okazały się większe i trwało to o wiele dłużej, niż przewidywałyśmy.

Wakacje ze względu na remonty były w tym roku dość męczące. Oprócz opisanych wcześniej trudów związanych z werandą miałyśmy jeszcze „przygody” z oknami. Już dawno planowałyśmy wymianę okien w domu, w którym obecnie mieszkamy. Zamówiłyśmy je w tej samej firmie, ktora wstawiała nam okna w nowym budynku. Wszystko szło sprawnie do momentu, gdy przywieżli wykonane na zamówienie okna i przy montażu okazalo się, że nie były dokładnie wymierzone i są nieco mniejsze, niż być powinny. Nie przyjęłyśmy przywiezionych okien. Firma jednak nie dawała za wygraną, twierdząc, że to nie ich wina, że otwory okienne są stare, tynk odpada i trudno dokładnie wymierzyć. Pertraktacje trwały długo i umęczyły jedną i drugą stronę. Przyjeżdzali kilka razy, proponowali domurówki i inne rozwiązania, aż w końcu zrobili nowe okna, tak jak tego wymagałyśmy. Cała ta historia trwała okolo dwóch miesięcy, ale z ostatecznego wykonania jesteśmy bardzo zadowolone.

Tadżycy kończyli tynkowanie piwnic i kontynuowali rozpoczętą już szpachelkę. Dni coraz dłuższe, więc pracowali więcej, chcąc maksymalnie wykorzystać czas pobytu w Rosji. Przyjechali do pracy mając roczną wizę, a czekała na nich jeszcze inna budowa.

SIERPIEN

Długie, gorące dni sprzyjają pracom na zewnątrz, których nigdy nie brakuje. Zakładanie dachu na werandzie, segregowanie materiałów budowlanych i sprzątanie podwórka, to niektóre z nich. Muzułmanom zaś sierpień upływa na szpachlowaniu piętra i częściowo parteru.

Rozpoczęto także tworzenie tak zwanej: „отмостки”. Polega to na wylewaniu betonem pochyłej płyty wokół całego klasztoru, o szerokości 2 m. Ma ona zabezpieczyć odpływ wody deszczowej.

Jeszcze jedną ważną sprawą rozpoczętą w sierpniu była kwestia ogrodzenia..Wybudowany klasztor jest nieco wysunięty w kierunku drogi. Trzeba więc przesunąć mur i wejście. Zanim jednak zostanie ukończona elewacja, wykonane wejścia i schody do kaplicy i klasztoru oraz zaprojektowany plac przed nim nie będziemy budować jeszcze ostatecznego muru. Żeby więc teren został bezpiecznie otoczony i zamknięty robotnicy wykonali wysoki drewniany płot i wmontowali w niego solidną bramę wejściową. Płot jest na razie tymczasowy, a na stały mur (tzn. na przesunięcie go w kierunku drogi) potrzebne nam będzie pozwolenie władz.

WRZESIEŃ - PEŹDZIERNIK

We wrześniu głównie kontynuowano prace z poprzedniego miesiąca.. Poza tym wielki dźwig zdejmował ciężkie betonowe płyty położone wcześniej wokół klasztoru i układał je jeszzcze raz, tak, by przylegały do wylanej „отмостки”.

W paźdzzierniku rozpoczęly się prace przygotowawcze do wylewania posadzek pod podłogi. Potrzeba było zakupić i przywieźć bardzo dużo cementu i piasku i wnieść na poszczególne kondygnacje. Nasi sprytni robotnicy skonstruowali coś w rodzaju dźwigu, który mechanicznie wciągał na kolejne piętra wiadra z piaskiem.
    Również w październiku przyjechał fachowiec z Bracka, by wykładać specjalną cegłą klinkierową  od zewnątrz piwniczną część klasztoru. Jest to bardzo długa praca i wymaga precyzji, gdyż cegła jest drobna i typowo ozdobna. Już zaczynają się przymrozki, co utrudnia pracę na zewnątrz, ale nasz pracownik dzielnie sobie radzi.


LISTOPAD – GRUDZIEŃ

    Po przygotowaniu materiałów „ruszyło” wylewanie betonowych posadzek. Listopad upłynął na wylewaniu ich na poddaszu. Stropy budowane są z gotowych betonowych płyt, kóre montowano przy użyciu wielkiego dźwigu. Nie było jednak możliwe położenie ich idealnie równo i na złączach są drobne różnice. Przy wylewaniu posadzek ma to bardzo duże znaczenie, gdyż trzeba te nierówności uzupełnić betonem. Dorywczo pomagali robotnicy w Uzbekistanu, ktorzy skończyli prace u sąsiada i chcieli sobie jeszcze troche zarobić przed powrotem do kraju.
Ponieważ nie było jeszcze tak mroźno, spychacz równał nieco teren w ogrodzie. Miałyśmy z tym sporo kłopotów, gdyż pierwszy spychacz, ktory przyjechał nieustannie się psuł i po kilku dniach trzeba było wynająć inny. Tymczasem nasi stali fachowcy wykańczali ścianki wokół okien, tzw. откосы
 W grudniu wylewano posadzki na piętrze. A my zakupiłyśmy część płytek ceramicznych  na podłogi w korytarzach oraz kafelkowych do łazienek, pralni i tego typu pomieszczeń. Na czas świąteczny przerwano wszelkie prace, a my cieszyłyśmy się chwilami oddechu.




MARZEC

Pod koniec lutego przyjechała nowa ekipa robotników. To tynkarze z Tadżykistanu. Pracują dla naszej firmy z Bracka i przez nich zostali przysłani, aby zająć się tynkowaniem pomieszczeń i pokrywaniem ich gładzią. Prace swe rozpoczęli od marca. Całość zajęła im siedem miesięcy.

Po ulokowaniu się na terenie budowy, czterech młodych Tadżyków, rozpoczęło ciężką swą pracę. Zaczęli od poddasza. Oczywiście sporo energii kosztowały prace przygotowawcze. Trzeba było wnieść na górę ciężkie worki i betoniarkę i wszystko tak przygotować, aby już później sprawnie szło tynkowanie. Ściany, w których są okna i grzejniki, były otynkowane juz wcześniej, w zeszłym roku.

Tadżycy okazali się bardzo operatywni. Oprócz tego, że pracowali od rana do nocy, to sami gotowali sobie posiłki, a nawet przywieźli piec do wypiekania ich regionalnego chleba (bardzo smacznego), którym nas chętnie częstowali.

Jednocześnie nasza ekipa z Bracka kończyła prace na dachu i ocieplanie go od wewnątrz. Pod podłogi na strychu położono styropian, a na nim deski podłogowe. Przy okazji również takim sposobem ociepliłyśmy strych w starym domu.

Po doprowadzeniu z miasta własnej sieci elektrycznej i założeniu transformatora, trzeba było rozmieścić elektryczność wewnątrz pomieszczeń klasztornych. Nasi elektrycy zakupili potrzebne materiały i przystąpili do pracy.

KWIECIEŃ

W większości kontynuowano prace z marca. Okazało się, ze trzeba domurować jeszcze niektóre ścianki działowe. Część Tadżyków zajęła się więc tymi ściankami, a część rozpoczęła tynkowanie na poddaszu. Ścianki domurowywano w piwnicy, na parterze i poddaszu.

Cały czas trwa również ocieplanie strychu. Szukamy zawsze ekonomicznych rozwiązań, dlatego kupiłyśmy deski z tartaku po tańszej cenie. Trzeba je było odpowiednio docinać i dopasowywać. To wymagało pracy i czasu, ale przy dużej powierzchni było o wiele bardziej opłacalne.

Elektrycy przed tynkowaniem wykonali to, co konieczne, by nie przeszkadzać tynkarzom. Ze względu na to, ze sufity będą podwieszane, w nich zostanie schowana instalacja elektryczna. Takie rozwiązanie nam poradzono, jako praktyczniejsze w tutejszych warunkach. My same, po wybuchu instalacji na werandzie w poprzednim roku, zobaczyłyśmy, ile kopotów jest z kuciem ścian, gdy w nie wmurowane są przewody.

MAJ

Rozplanowane wcześniej rozmieszczenie wyłączników i kontaktów na korytarzach i w pomieszczeniach uległo małym poprawkom. Poprosiłyśmy także o zainstalowanie oszczędnościowego nocnego oświetlenia korytarzy. W tym samym czasie tynkowane są kolejne pomieszczenia na poddaszu.

CZERWIEC

Robi się coraz cieplej i można pracować na zewnątrz. Dlatego rozpoczęłyśmy rozbiórkę starej werandy, którą w zeszłym roku zniszczył pożar wskutek przesilenia sieci elektrycznej. Do tych prac zatrudniłyśmy ludzi z Usola. Po rozebraniu zniszczonych ścian, wywiezieniu gruzu i wyrównaniu spychaczem terenu, nasi stali pracownicy wykopali dół pod fundament. Następnie wyłożyli go płytą, a ściany blokami. Jednemu z naszych robotników pomagał jego piętnastoletni syn, który miał już wakacje. Byłyśmy zbudowane jego pracowitością i siłą woli.

Tymczasem muzułmańscy tynkarze „przeszli” z poddasza na piętro. Idzie im to sprawnie i dobrze.

W ciągu miesiąca uporali się z piętrem i zaczęli parter. Nasi Tadżycy są niewysocy i dość szczupli. To, że są silni i wytrzymali wynika pewnie z tego, że od dziecka przyzwyczajeni są do ciężkiej pracy.

STYCZEŃ

04.01.-14.01.

Po powrocie z Bracka robotnicy zajęli się zmianą dachu na starym budynku. Trzeba było zdjąć zniszczony eternit i położyć blachodachówkę. Poza tym okazało się, że stary komin oraz komin wentylacyjny należy przeczyścić i przebudować, gdyż są zrobione nieprawidłowo.

15.01.

Mialyśmy awarię instalacji elektrycznej w domu, w którym obecnie mieszkamy. Z powodu silnych mrozów nastapiło przesienie prądu zbyt dużym ogrzewaniem i wybuch na werandzie. Na szczęście nic nikomu się nie stało, a zniszczenia bazy elektrycznej i werandy nie były wielką szkodą gdyż i tak miałyśmy wszystko wymieniać. Niebo czuwało nad nami. Przymnożyło nam to jedynie pracy nad usuwaniem skutków zniszczeń.

19.01.-28.01

Mrozy nasiliły się do minus czterdziestu kilku stopni i robotnicy przerwali prace. Zostało na ten czas jedynie dwoch, którzy systematycznie (co pół godziny) palili drewnem w awaryjnym piecu, dogrzewając w ten sposób ową część, by nie niszczyła się wskutek tak niskiej temperatury.

LUTY

29.01.-...

Po powrocie nasi murarze zajęli się ocieplaniem dachu na nowym budynku. Równocześnie wykańczano część nad kaplią, gdzie wmurowano z żółtej cegły duży Krzyż od strony frontowej kaplicy i taki sam od strony naszej klauzury.

1.02.

Po sprawdzeniu działania transformatora i linii elektrycznej i przyjęciu przez komisję elektrosieci, można było wreszcie podłączyć zasilanie i ogrzewanie już z własnego transformatora. Po wszelkich sprawdzeniach okazało się ku naszej wielkiej radości, że wszystko działa prawidłowo i od tego momentu centralne ogrzewanie można było już podłączyć. Skończyło się więc uciążliwe palenie w piecu węglowym.

Prace przy dachu i ściankach działowych zajęły praktycznie cały luty i nie zostały jeszcze ukończone. Ze względu na mrozy trzeba było robić przerwy, co sprawiało, że wszystko przesuwało się nieco w czasie.

Mądrość Świętych

„Prawdziwa dojrzałość idzie zawsze w parze z prostotą.”
Św. Jan Paweł II

Multimedia

Z galerii