Drodzy Bracia i Siostry,
Dobroczyńcy i Przyjaciele Karmelu na Syberii

Mija trzeci miesiąc naszego pobytu w Usolu Syberyjskim. Dziewięćdziesiąt dni to niewiele, ale dla nas okres bogaty w przeżycia i wydarzenia.

Już oswoiłyśmy się z „klauzurą” na drugim piętrze naszego tymczasowego „klasztorku”, w którym prowadzimy życie karmelitańskie maksymalnie zbliżone do zakonnego, a więc wypełnione ciszą, skupieniem, modlitwą i pracą, pełne prostoty i radości. Jedynym istotnym novum jest wyjście na Mszę św. do kaplicy pod wezwaniem św. Rafała Kalinowskiego, oddalonej o kwadrans marszu. Ta konieczność ma swoje pozytywy: pomaga nam bardziej wrastać w codzienność Usola. Ludzie, widząc jak ruchem wahadłowym idziemy i wracamy o tej samej porze, pozdrawiają nas, zaczepiają, by o coś zapytać lub wyrazić radość że jesteśmy, zachęcają byśmy zostały. Podobają się nasze habity, różańce u pasa. Kiedyś grupka młodzieży towarzyszyła nam do samego domu, pytając: Co potrzeba, żeby być tak ubranym jak wy, i tak chodzić jak wy? Innym razem młoda wyznawczyni hinduizmu powiedziała: tak bardzo cieszę się na wasz widok. Jestem usolanką, niedługo stąd wyjadę, lecz wiedząc, że tu jesteście, jestem o moje miasto spokojna. Kobieta w średnim wieku zagadnęła: Jak wam się tu u nas żyje? Mieszkam w tym samym bloku. Nikt wam nie dokucza? Powiedzcie mi, gdyby tak było - pracuję w milicji. Gdy jedna z sióstr, zapytana o to, czym się zajmujemy, powiedziała: Modlimy się, usłyszała: A, modlitwa to sprawa poważna. Nie uciekamy od pytań, ciekawych spojrzeń – rozumiemy  głód duchowy ludzi tak długo pozbawionych Boga.

Syberię zamieszkuje ponad sto narodowości. Młody przechodzień zapytał przed kilku dniami: Niech mi siostra powie: mój dziadek był Niemcem, mama jest Buriatką,  tata Ukraińcem. A ja kim jestem?

Wierni rzymsko-katolickiej parafii w Usolu to potomkowie Rosjan, Buriatów, Polaków, Litwinów, Ukraińców... Codziennie m.in. wraz ze swą babcią przychodzi zapisana w parafialnej księdze chrztów pod nr 1 sześcioletnia Aniuta. Wśród dzieci są też tzw. dzieci ulicy z rodzin rozbitych i alkoholików, w wieku od 5 do 15 lat, które towarzyszą siostrom albertynkom. Umorusane, zaniedbane, gdy uda się zdobyć ciuchy, siostry odszorowują je i przebierają, lecz po kilku dniach wygląd dzieci wraca do „normy”. Często przychodzą same do kaplicy, ciekawe wszystkiego, próbują śpiewać, rozdawać śpiewniki, zapalać i gasić świece, naśladują dokładnie ruchy kapłana, m.in. „błogosławią” go na zakończenie Mszy św.

Ze śpiewem różnie bywa. Pewnego dnia sześcioletni Sasza niskim (z powodu nikotyny) głosem tak gorliwie zawtórował siostrze, prowadzącej śpiew, że nikt już nie potrafił kontynuować i trzeba było wśród powszechnej wesołości zacząć inną pieśń.

Jako nowe parafianki  aktywnie włączyłyśmy się do liturgii: czytamy w języku rosyjskim jako lektorki, śpiewamy psalmy, gramy na organach. Gdy czasem o.Maciej lub któryś z odwiedzających nas kapłanów odprawi nam w domu Mszę św. i nie pojawimy się w kaplicy, zaniepokojeni parafianie pytają, co się stało.

Widząc tak wielką tęsknotę za Bogiem i jak gdyby wrodzony pietyzm dla wartości duchowych, zrozumiałyśmy, że przyjechałyśmy na Syberię po to, by pozostać. Okres rozeznawania, początkowo ustalony na trzy miesiące, został skrócony do trzech tygodni. Już w pierwszych dniach zaczęłyśmy się rozglądać za kupnem jakiegoś domku i terenu pod budowę klasztoru  i zorientowałyśmy się, że nie będzie to łatwe, zwłaszcza jeśli chodzi o wystarczająco duży teren. Bóg jednak, który od początku dawał nam dowody czułej ojcowskiej troski i kierował naszymi krokami, nie pozwolił nam się natrudzić i już 13 lipca, w znamiennym dniu objawień Matki Bożej w Fatimie, kiedy to Maryja zapewniła dzieci i cały świat, że Rosja się nawróci, mogłyśmy obejrzeć odpowiednio duży teren z domem, umożliwiającym rozpoczęcie regularnego zakonnego życia. Oczywiście dom wymaga przystosowania: drobne przeróbki wewnątrz takie jak ścianki działowe w większych pokojach, by uzyskać pojedyncze celki, wstawienie brakujących drzwi i wymiana okien, a później dobudowanie kaplicy i części zewnętrznej, wyrównanie terenu pod ogród i budowa muru klauzurowego.

Właścicieli budynku (prawnicy, wzorowe małżeństwo, pragnące z braku perspektyw dla dorastających dzieci, wyjechać do jednego z większych miast syberyjskich) zachwyciła myśl, że ich dom posłuży jako klasztor. Z bezinteresowną życzliwością wzięli na siebie cały trud załatwiania urzędowych spraw, związanych z transakcją sprzedaży i kupna  domu, co nawet w pewnym stopniu przesunęło im plany i opóźniło termin wyjazdu, postarali się też wprowadzić nas w sieć lokalnych kontaktów i adresów, koniecznych w życiu codziennym.

Również młody, lecz groźnie wyglądający owczarek syberyjski Silva, jak gdyby przeczuwając swych przyszłych gospodarzy, traktuje nasze wizyty wyjątkowo pogodnie, raz nawet podał jednej z sióstr obie łapy, usiłując polizać w policzek.

Mieszkamy wciąż w bloku, ale przed zimą wprowadzimy się do naszego domu. Jedną z pierwszych czynności będzie zdjęcie z dachu pokaźnych rozmiarów satelitarnej anteny i zastąpienie jej krzyżem. Na początku wydawało sie nam, że będziemy tu zagubione, na krańcu świata i nikt poza nielicznymi wyjątkami do nas nie dotrze. Lecz szybko przekonałyśmy się, że tak nie jest. Odwiedzili nas m.in. kard. J. Tomko, grupa modlitewna duszpasterstwa akademickiego oo.dominikanów z Warszawy, grupa pielgrzymów z Polski z o. Bronisławem Tarką OCD  (którzy pragnąc przemierzyć męczęński szlak swych zesłanych przed pół wiekiem krewnych, jechali  z Moskwy pięć dni pociągiem w upale i praktycznie bez wody), zesłana z kresów zaraz po wojnie i mieszkająca stale w Irkucku ciocia jednej z kaliskich karmelitanek, ks.bp Edmund Ozorowski z Białegostoku, p. Jadwiga, bratowa kosmonauty M.Hermaszewskiego.

W sierpniu, uczestnicząc na prośbę organizatorów w diecezjalnym zjeździe młodzieży w Irkucku(nie mamy tu jeszcze klauzury), byłyśmy też świadkami wielkiego zainteresowania życiem kontemplacyjnym.

Powoli oswajamy się z nową, lecz jakże już bliską sercu rzeczywistością. W połowie września postraszyła nas zima: silny wiatr, śnieg, prawdziwa zamieć, lecz po dwóch dniach przyszło ocieplenie i początek złotej jesieni, niczym nie różniącej się od średnioeuropejskiej. Przed nami pierwsza syberyjska zima. Nie jesteśmy wprawdzie przygotowane do niej jak należy, - planowałyśmy przecież tylko trzymiesięczny pobyt  tutaj – ale nasze klasztory macierzyste szykują już paczki z odzieżą, wkładając w nie całą swą siostrzaną miłość i troskę... Dziękujemy.

Serdeczne „Bóg zapłać” składamy również Wam, Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy Karmelu na Syberii. Niech dobry Bóg wynagrodzi za wszelkie dobro, czynione z myślą o odrodzeniu duchowym Rosji.
Z modlitwą

siostry karmelitanki bose z Usola

Usole Syberyskie, 30 września 2002 r.

Mądrość Świętych

„Jak szybko mija czas w Karmelu! Wydaje mi się, że zawsze żyłam w tym drogim domu.”
Bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej

Multimedia

Z galerii